Lis 28, 2017 / Autor: Kinga Aneta Sroczyńska

Tegoroczny zwycięzca Festiwalu Filmowego w Gdyni, obraz pt. „Cicha noc”, 24 listopada trafił na ekrany kin w całej Polsce. Ja po skończonym seansie jestem pewny – Złote Lwy zostały mu przyznane jak najbardziej słusznie, gdyż to jeden z najlepszych rodzimych filmów, jeśli nie ostatnich lat, to na pewno ostatnich miesięcy.

Czasy współczesne. Młody chłopak – Adam (w tej roli znakomity, nagrodzony w Gdyni, Dawid Ogrodnik) w dniu Wigilii Bożego Narodzenia wraca z Holandii w swoje strony – gdzieś na polską prowincję, do domu otoczonego pięknem przyrody. Przyjeżdża bez zapowiedzi, chcąc swojej licznej rodzinie zrobić niespodziankę. Ale Adama sprowadza coś więcej niż zobaczenie się bliskimi i dziewczyną. Ma bowiem ważne informacje do przekazania. Informacje, które będą miały wpływ na jego relacje z ojcem (Arek Jakubik) i młodszym bratem (Tomasz Ziętek). I nawet wigilijny, symboliczny opłatek może nie pomóc, kiedy w życie wejdzie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu…

„Cicha noc” to film, o którym na etapie produkcji niewiele było wiadomo. Osłonięty tajemnicą, pierwszy raz wyświetlony podczas gdyńskiego festiwalu, zachwycił zgromadzonych na sali widzów. Bo to polskiej rodziny portret prawdziwy do bólu i do tego ukazany przez… debiutanta – reżysera i scenarzystę w jednego osobie, czyli Piotra Domalewskiego. Domalewski, wcześniej twórca krótkometrażówek oraz aktor (patrz kreacja Wodzireja w „Demonie”) zawarł tutaj wiele własnych, trafnych obserwacji – od emigracyjnych problemów i różnice pokoleniowe po naszą dumę i nieco wyolbrzymione narodowe przywary. Jego „Cicha noc” to jednocześnie skondensowana polska wigilia w pigułce, jak i uniwersalna opowieść o jednej z typowych polskich rodzin uwikłanych w przyziemne problemy w ciasnych kilku metrach kwadratowych.

Trudno stwierdzić, kto wcielił się w daną postać najlepiej. Jakubik i Ziętek bardzo przekonująco partnerują Ogrodnikowi. Sporo można odczytać z ich twarzy. Jednak nie należy też zapomnieć o kreacjach kobiecych. Świetna jest Agnieszka Suchora (znana m.in. z serialu „Daleko od noszy”) jako matka Adama, a także Maria Dębska w roli jego siostry. Dalszy plan jest równie wyrazisty, choćby Paweł Nowisz – senior rodu, który wprowadza w tę poważno-świąteczną atmosferę nieco humoru.

Reżyser – sam będący aktorem – umiejętnie panuje nad liczną, młodą i doświadczoną, będącą niemal cały czas w ruchu, obsadą filmu. Nie wiem, w jakim stopniu poszczególne dialogi były napisane na papierze, a jak bardzo improwizowane, jednak wiem, że wybrzmiewają one bez cienia fałszu. Monolog Jakubika na temat polskości i pracy na emigracji wciska w fotel, dając wiele do myślenia. Poza tym ma się wrażenie, że tę całą rodzinę (notabene wszyscy są do siebie podobni fizycznie!) zna się od urodzenia, a oko kamery jest tylko szpiegiem podglądającym ich w trakcie gorączkowych przygotowań do wigilijnej kolacji – kulminacyjnego, kipiącego od emocji momentu!

W filmie pada hasło: „Nikt nie będzie chciał tego oglądać, wszyscy tak mają w domu”. I tu niektórzy zaprotestują, że przecież nie u każdego pije się podczas wigilii wódkę czy kradnie drzewko z pobliskiego lasu, ale czyż prawie nie każdy z nas skrywa jakieś tajemnice, udaje podczas świątecznego, że wszystko jest w porządku? „Cicha noc, święta noc, Pokój niesie ludziom wszem, A u żłóbka Matka Święta Czuwa sama uśmiechnięta” – tak brzmi refren znanej kolędy. Szkoda tylko, że przy wigilijnym stole radość nie zawsze jest prawdziwa.

Oczywiście, fabularnie obraz obfituje w znane klisze, czasami ocierając się, szczególnie w zbyt mocnym na tle skromnej całości finale, o telenowelę i polsatowskie „Trudne sprawy”. Jednak za sprawą koncertowej gry aktorskiej angażuje tak bardzo, że można na owe wady przymknąć oko. Zwiastun sugerował, że Domalewski bezpośrednio inspirował się kinem Smarzowskiego. Jednak „Cichą noc” poza autorem zdjęć Piotrem Sobocińskim Juniorem i piciem alkoholu niewiele łączy z tytułami powyższego twórcy. Fakt, że raczej nie wyjdziemy z kina naładowania pozytywną energią jak w przypadku „Najlepszego” Palkowskiego, ale też nie dostaniemy siekierą między oczy i porażeni patologią, jak w „Domu złym”. Domalewski na szczęście ma więcej empatii do swoich bohaterów niż Wojciech Smarzowski.

Naturalizm panie i panowie. To, poza soczystymi dialogami, siła tego obrazu. Dochodzi jeszcze dramaturgia chwili i budowanie napięcia – od początku czuje się, że coś wisi w powietrzu, coś, co musi wreszcie znaleźć swoje ujście. Domalewski dał nam niezwykły prezent pod choinkę, tytuł, który na długo zostanie w pamięci. To jeden z debiutantów, których produkcje zawojowały ostatni Festiwal w Gdyni. Jesteśmy świadkami zmiany warty na polskim reżyserskim rynku filmowym. I dobrze!

„Cicha noc” to raczej polska, niemal surowo-dokumentalna „Sieranevada” (wybitne dzieło rumuńskiej nowej fali). I zyska bardziej przy drugim seansie – wtedy będzie można odkryć więcej niuansów i raz jeszcze pochwalić dbałość o szczegóły, zwracając uwagę na elementy techniczne. Tu wyraźnie słychać każdy dialog, a intrygujący zabieg, aby kamera przez 99% trwania filmu towarzyszyła Adamowi, który z kolei sam nagrywa wnętrze domu rodzinnego i okolice własną kamerką w czasie rzeczywistym, to oryginalny pomysł godny naśladowania.

Co tu więcej pisać. Koniecznie obejrzyjcie ten film, najlepiej przed Bożym Narodzeniem! Bo właśnie o takie polskie kino walczymy. Brawa!

Przemysław Jankowski

Kadr z filmu „Cicha noc” (źródło: materiały prasowe/fot. Robert Jaworski)