Lis 01, 2017 / Autor: Kinga Aneta Sroczyńska

 „Król” – Warszawa jego twierdzą

Najnowsza, wydana w 2016 roku, powieść uznanego pisarza Szczepana Twardocha przenosi czytelników w burzliwe lata 30. XX wieku, do wielokulturowej, podzielonej Warszawy. Niepokojącego świata u progu II wojny światowej, targanego konfliktami na tle zarówno narodowym, jak i politycznym. „Król” to odważna i zaskakująca książka, którą pochłania się w całości.

Rok 1937. Stolica jest polem walki. Walki między socjalistycznymi gangsterami przewodzonymi przez Kuma Kaplicę a wiernymi ideom faszystowskim falangistami. Na ulicach panuje przemoc. Ciemne interesy załatwiane są w brudnych zaułkach ulic lub „wykwintnych” burdelach. W takiej rzeczywistości dorasta siedemnastoletni Żyd Mojżesz Bernsztajn. Jego bardzo pobożny ojciec nie spłaca długu i ginie straszną śmiercią z rąk ludzi Kaplicy. Wśród morderców jest słynny warszawski bokser Jakub Szapiro, który postanawia przygarnąć Mojżesza. Czyżby ruszyło go sumienie? Czy raczej widzi w chłopaku swojego następcę, zarówno w przestępczym półświatku, gdzie liczy się prawo pięści, jak i na sportowym ringu? A może nic tu nie jest takie, jak się początkowo wydaje…

Zagłębiamy się w tym zdegenerowanym środowisku. Widzimy wszystkie zdarzenia oczami narratora – Bernsztajna. Poznajemy dobrze zarysowanych członków szajki. Poza Jakubem należą do niej również: przerażający Pantaleon, przebiegły doktor Radziwiłek, szczurowaty kierowca Munjo oraz zaczytany w poezji młody Tiutczew, który bez mrugnięcia zastrzeli każdego człowieka. Jednak najlepiej zostaje przedstawiony tytułowy antybohater, czyli Szapiro. Co ciekawe, dość szybko, zamiast budzić odrazę, zaczyna zdobywać naszą przychylność, nutkę sympatii. Niełatwo stworzyć taką fikcyjną postać, której będzie się kibicować. Pozornie prostą, acz wielowymiarową. Jednak Twardochowi udaje się to bez większego trudu. Jakub to inny obraz zakodowanego w naszej świadomości Żyda. Nie jest tchórzem. Zwalcza oenerowców. Z jednej strony brutalny urka, z drugiej kochający ojciec dla swoich synów. Z jednej strony mąż, który zrobi wszystko dla swojej kobiety, z drugiej strony stały bywalec burdelu prowadzonego przez jego dawną „miłość” Ryfkę Kij. Honorowy bokser czuje się w Warszawie jak ryba w wodzie. Warszawa to jego forteca. Gdy idzie, ze strachu i z szacunku tłum odsuwa się na boki! Później czyta zarówno o swoich oficjalnych zwycięstwach, jak i przestępczych sprawkach w „Kurjerze Warszawskim”.

Całe to mroczne, skorumpowane, niemoralne miasto, któremu towarzyszą wulgaryzmy, gwałty, lejący się strumieniami alkohol, szantaże, haracze, ćwiartowanie ciał i przewroty polityczne, obserwowane jest przez symbolicznego, unoszącego się nad budynkami potężnego kaszalota, który połyka szeroko otwartą paszczą „grzeszników”, przepowiadając ich nieuchronną śmierć. „Zębata żuchwa otwiera się i zamyka, potężne muskularne cielsko porusza się powoli, potężny łeb dotyka dachów kamienic, strącając parę dachówek. Płetwa ogonowa muska wieżę Dworca Wiedeńskiego, drżą blaszane rynny”. „Płoną mu oczy, a z rozwierającej się paszczy dobiega cicha, szumiąca pieśń. Bardzo stara. On w pieśni szepcze swoje imię. Litani. Litani. Litani. Jestem Litani…”. Młody Mojżesz widzi go niemal każdego dnia. Ale zamiast skulenia się w kącie pokoju, wypina dumnie pierś. Z przestraszonego chuderlawego, biedaka, przeistacza się bowiem w ucznia Szapiry. „Mojego ojca zabił wysoki, przystojny Żyd o szerokich ramionach i potężnych plecach machabejskiego boksera” – mówi Mojżesz. Nie odczuwa jednak nienawiści, nie planuje zemsty. Podziwia swojego nauczyciela, nowego opiekuna. A może nie wszystko jest jednak takie, jakim się początkowo wydaje…

Szczepan Twardoch realistycznie odmalował rok 1937. Dba o detale. Czy to dotyczące bezpośrednio topografii stolicy, czy dokładnych opisów strojów ludzi, luksusowych aut i broni. Czytając sensacyjno-historycznego „Króla” można zauważyć biblijne konotacje oraz przede wszystkim inspirację opowiadaniami Stanisława Grzesiuka. Znajdziemy tu zarówno gwarę warszawską, jak i żydowskie zwroty. Do tego mamy świetny gęsty gangsterski klimat wyjęty niemalże z „Ojca Chrzestnego” Mario Puzo. A samo dojrzewanie nastolatka do roli członka mafii, to prawie jak opowieść Roberta De Niro w „Prawie Bronxu”.

„Król” to moje pierwsze spotkanie z Twardochem. I na pewno nie ostatnie. Wchodząc na jego pisarski ring, teraz już wiem, czego się spodziewać. Odwagi, odczytywania fabuły na różnych poziomach, łamania stereotypów, ostrych jak brzytwa dialogów i antybohatera z krwi i kości. Prawda, że „Król” nie jest arcydziełem literackim i można na siłę przyczepić się do niektórych wątków i ich spłycenia oraz przerysowania postaci, ale będący narracyjnym majstersztykiem, dający do myślenia, finał sprawia, że wartość książki podnosi się bardzo wysoko! Co ważne, na ostateczną ocenę wpływa też to, że sporo w niej emocjonalnego ładunku, chwytania za serce i gardło. Czy w tym mrocznym, zgniłym warszawskim tunelu Szapiro i Mojżesz odnajdą światełko szlachetności?

Na okładce powieści czytamy, że prawa do jej ekranizacji zakupiła telewizja Canał+. Umieszczenie takowej informacji powoduje, iż jeszcze bardziej zostaje pobudzona nasza wyobraźnia. W trakcie lektury zastanawiamy się bowiem, kto z polskich znanych aktorów mógłby wcielić się w Jakuba Szapirę i resztę warszawskiej menażerii. Musicie więc sięgnąć jak najszybciej po książkę i poznać losy króla Warszawy roku 1937!

Przemysław Jankowski

Źródło zdjęcia ilustracyjnego: wikimedia.org